To krótkie opowiadanie zostało napisane na prośbę, jako podstawa do zajęć cyklicznych o problemach przedszkolaków. Jak można się domyślić inspiracją są moje urwisy :) Choć ogrodu z opowiadania o Gacusiu mogą tylko zazdrościć, to nasz nieduży plac zabaw jest wystarczający do najbardziej nieprawdopodobnych zabaw...
"Gacuś i plac zabaw"
Aut. A.S vel Aria
Gacuś uwielbiał plac zabaw przy
swoim przedszkolu. Składał się na niego ogromny ogród z kilkoma starymi dębami.
Wśród zabawek można było znaleźć prostokątną piaskownicę, drewniane domki,
drabinki, huśtawki, koniki, a nawet karuzelę! Choć Gacuś był już całkiem duży
lubił czasem pojeździć plastikowymi samochodami. Robił to jednak tylko, gdy na
placu nie było maluchów. Wstydziłby się, że młodsze dzieci widzą, jak bawi się
ich zabawkami. W końcu był już duży!
Gacuś miał trzy ulubione zabawy na
przedszkolnym placu. Pierwszą z nich było huśtanie. Potrafił to już robić
naprawdę wysoko i do tego nie potrzebował niczyjej pomocy! Drugą zabawą był tor
przeszkód. Razem z dziećmi ze swojej grupy, jak najszybciej przechodzili przez
wszystkie drabinki, domki i zjeżdżalnie. Co prawda ich ciocie czasem łapały się
za głowy podczas tych eskapad, ale dopóki dzieci używały zabawek zgodnie z ich
przeznaczeniem to wszystko było w porządku. Oznaczało to na przykład, że po
zjeżdżalni można było zjeżdżać, a nie się po niej wspinać.
Ostatnią i chyba najlepszą według
Gacusia zabawą była autostrada. To dlatego, że na autostradzie zdarza się dużo
wypadków, kolizji i stłuczek. Podczas zabawy w autostradę Gacuś wraz ze swoim
przyjacielem Piotrkiem stają naprzeciwko siebie po dwóch stronach ogrodu,
wyciągają ręce i łapią niewidzialne kierownice. Później biegną prosto na siebie
by z łoskotem zderzyć się na środku placu. Wypadek kończy się widowiskowym
upadkiem na ziemię z wymachiwaniem rękami i nogami.
Ciociom nie podoba się ta zabawa.
Mówią, że jest bardzo niebezpieczna. Można włożyć sobie palce do oczu, uderzyć
w twarz, albo upaść na ziemie tak mocno, że zedrą się kolana. Gacusiowi jednak
trudno w to uwierzyć. W końcu po pierwsze jest już duży, a po drugie to jeszcze
nigdy nikomu nic się nie stało. Dlatego też, gdy tylko nikt nie widzi z zapałem
bawią się z Piotrusiem w autostradę.
Dziś w przedszkolu nie było
Piotrka. Gdy dzieci wyszły na plac zabaw Gacuś nie wiedział, co ma robić sam. Najpierw
huśtał się tak długo, że rozbolały go nogi od wymachów. Później przeszedł tor
przeszkód tyle razy, że rozbolały go ręce. Miał ochotę pobawić się w autostradę,
ale tak bez Piotrusia… Gacuś nie wiedział, co więcej może robić. Chodził więc wkoło
ogrodu i czuł, jak powoli zbliża się do niego nuda. Wtedy właśnie na plac zabaw
wyszła młodsza grupa. Do Gacusia od razu podbiegł Henio, który mieszkał
niedaleko niego.
-Gacusiu, pobawimy
się razem? – zapytał Henio miętosząc skrawek swojej koszulki.
Gacuś popatrzył na
młodszego kolegę niepewnie. Co prawda lubił Henia, ale ten był od niego prawie
o głowę niższy. Czy będzie potrafił się dobrze bawić? Gacuś przypomniał sobie
jednak o nieobecności Piotrka oraz o skradającej się nudzie i stwierdził, że
lepiej bawić się z Heniem niż wcale.
-Pobawmy się w
autostradę! – zdecydował Gacuś.
Henio ochoczo
przytaknął. Gacuś wytłumaczył mu więc szybko na czym polega zabawa i obaj
ustawili się po dwóch stronach ogrodu. Na umówiony znak rozpędzili się i… bęc!
Henio odbił się od Gacka, później od pobliskiego domku i upadł na ziemię. Po
kilku chwilach ciszy dało się usłyszeć głośny płacz Henia, który leżał na ziemi
i przykładał ręce do twarzy.
Na miejsce przybiegły ciocie oraz
inne dzieci, żeby zobaczyć co się stało. Henio miał wielkiego
niebiesko-fioletowego siniaka pod okiem i ogromnego guza na czole. Gacuś
przyglądał się mu zaskoczony, nie wiedząc co właściwie się stało. On prawie nic
nie poczuł, gdy Henio na niego wpadł. Dlaczego więc jego kolega leży na ziemi i
płacze?
Gdy Henio był już opatrzony ciocia
podeszła do stojącego nieopodal Gacusia. Był on trochę przestraszony i trochę
zawstydzony, choć nie do końca wiedział dlaczego.
-Gacusiu nadal uważasz,
że zabawa w autostradę jest fajna? – zapytała ciocia.
Chłopiec pokręcił
przecząco głową.
-Nie, ale…
-Jest jeszcze
jakieś „ale”? – ciocia popatrzyła na niego surowo.
-Ale czemu Henio
tak upadł? Przecież to zderzenie wcale nie było mocne! Ja go prawie nie
poczułem!
-Henio jest dużo
mniejszy niż ty, czy Piotruś. Jesteście nie tylko wyżsi niż on, ale także
silniejsi.
Gacuś zastanowił
się chwilę.
-Czy to znaczy, że
skoro z Piotrkiem mamy tyle samo siły to nic nie może nam się stać?
Ciocia westchnęła.
-Gacusiu, Henio
wpadł na domek. Dla ciebie też nie skończyłoby się to dobrze, gdybyś uderzył w
zabawkę. Poza tym zawsze ktoś jest chociaż odrobinę silniejszy lub słabszy.
Może zależeć to choćby od tego, jak się dziś czujesz. Gdy bawicie się z
Piotrkiem w przepychanie lub ciągniecie, to siła ma znaczenie. A gdy jest jej
za dużo zawsze może komuś stać się krzywda. Jak dziś Heniowi. Siły najlepiej
używać do pomocy komuś.
Gacuś popatrzył na
ciocię i uśmiechnął się szeroko.
-Już wiem!
Przeproszę Henia i już nie będę bawił się w autostradę. Skoro jestem taki
silny, to zostanę supermanem!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz