poniedziałek, 7 maja 2018

Na placu zabaw

To krótkie opowiadanie zostało napisane na prośbę, jako podstawa do zajęć cyklicznych o problemach przedszkolaków.  Jak można się domyślić inspiracją są moje urwisy :) Choć ogrodu z opowiadania o Gacusiu mogą tylko zazdrościć, to nasz nieduży plac zabaw jest wystarczający do najbardziej nieprawdopodobnych zabaw...




"Gacuś i plac zabaw"
Aut. A.S vel Aria
Gacuś uwielbiał plac zabaw przy swoim przedszkolu. Składał się na niego ogromny ogród z kilkoma starymi dębami. Wśród zabawek można było znaleźć prostokątną piaskownicę, drewniane domki, drabinki, huśtawki, koniki, a nawet karuzelę! Choć Gacuś był już całkiem duży lubił czasem pojeździć plastikowymi samochodami. Robił to jednak tylko, gdy na placu nie było maluchów. Wstydziłby się, że młodsze dzieci widzą, jak bawi się ich zabawkami. W końcu był już duży!
Gacuś miał trzy ulubione zabawy na przedszkolnym placu. Pierwszą z nich było huśtanie. Potrafił to już robić naprawdę wysoko i do tego nie potrzebował niczyjej pomocy! Drugą zabawą był tor przeszkód. Razem z dziećmi ze swojej grupy, jak najszybciej przechodzili przez wszystkie drabinki, domki i zjeżdżalnie. Co prawda ich ciocie czasem łapały się za głowy podczas tych eskapad, ale dopóki dzieci używały zabawek zgodnie z ich przeznaczeniem to wszystko było w porządku. Oznaczało to na przykład, że po zjeżdżalni można było zjeżdżać, a nie się po niej wspinać.

Ostatnią i chyba najlepszą według Gacusia zabawą była autostrada. To dlatego, że na autostradzie zdarza się dużo wypadków, kolizji i stłuczek. Podczas zabawy w autostradę Gacuś wraz ze swoim przyjacielem Piotrkiem stają naprzeciwko siebie po dwóch stronach ogrodu, wyciągają ręce i łapią niewidzialne kierownice. Później biegną prosto na siebie by z łoskotem zderzyć się na środku placu. Wypadek kończy się widowiskowym upadkiem na ziemię z wymachiwaniem rękami i nogami.
Ciociom nie podoba się ta zabawa. Mówią, że jest bardzo niebezpieczna. Można włożyć sobie palce do oczu, uderzyć w twarz, albo upaść na ziemie tak mocno, że zedrą się kolana. Gacusiowi jednak trudno w to uwierzyć. W końcu po pierwsze jest już duży, a po drugie to jeszcze nigdy nikomu nic się nie stało. Dlatego też, gdy tylko nikt nie widzi z zapałem bawią się z Piotrusiem w autostradę.
Dziś w przedszkolu nie było Piotrka. Gdy dzieci wyszły na plac zabaw Gacuś nie wiedział, co ma robić sam. Najpierw huśtał się tak długo, że rozbolały go nogi od wymachów. Później przeszedł tor przeszkód tyle razy, że rozbolały go ręce. Miał ochotę pobawić się w autostradę, ale tak bez Piotrusia… Gacuś nie wiedział, co więcej może robić. Chodził więc wkoło ogrodu i czuł, jak powoli zbliża się do niego nuda. Wtedy właśnie na plac zabaw wyszła młodsza grupa. Do Gacusia od razu podbiegł Henio, który mieszkał niedaleko niego.
-Gacusiu, pobawimy się razem? – zapytał Henio miętosząc skrawek swojej koszulki.
Gacuś popatrzył na młodszego kolegę niepewnie. Co prawda lubił Henia, ale ten był od niego prawie o głowę niższy. Czy będzie potrafił się dobrze bawić? Gacuś przypomniał sobie jednak o nieobecności Piotrka oraz o skradającej się nudzie i stwierdził, że lepiej bawić się z Heniem niż wcale.
-Pobawmy się w autostradę! – zdecydował Gacuś.
Henio ochoczo przytaknął. Gacuś wytłumaczył mu więc szybko na czym polega zabawa i obaj ustawili się po dwóch stronach ogrodu. Na umówiony znak rozpędzili się i… bęc! Henio odbił się od Gacka, później od pobliskiego domku i upadł na ziemię. Po kilku chwilach ciszy dało się usłyszeć głośny płacz Henia, który leżał na ziemi i przykładał ręce do twarzy.
Na miejsce przybiegły ciocie oraz inne dzieci, żeby zobaczyć co się stało. Henio miał wielkiego niebiesko-fioletowego siniaka pod okiem i ogromnego guza na czole. Gacuś przyglądał się mu zaskoczony, nie wiedząc co właściwie się stało. On prawie nic nie poczuł, gdy Henio na niego wpadł. Dlaczego więc jego kolega leży na ziemi i płacze?
Gdy Henio był już opatrzony ciocia podeszła do stojącego nieopodal Gacusia. Był on trochę przestraszony i trochę zawstydzony, choć nie do końca wiedział dlaczego.
-Gacusiu nadal uważasz, że zabawa w autostradę jest fajna? – zapytała ciocia.
Chłopiec pokręcił przecząco głową.
-Nie, ale…
-Jest jeszcze jakieś „ale”? – ciocia popatrzyła na niego surowo.
-Ale czemu Henio tak upadł? Przecież to zderzenie wcale nie było mocne! Ja go prawie nie poczułem!
-Henio jest dużo mniejszy niż ty, czy Piotruś. Jesteście nie tylko wyżsi niż on, ale także silniejsi.
Gacuś zastanowił się chwilę.
-Czy to znaczy, że skoro z Piotrkiem mamy tyle samo siły to nic nie może nam się stać?
Ciocia westchnęła.
-Gacusiu, Henio wpadł na domek. Dla ciebie też nie skończyłoby się to dobrze, gdybyś uderzył w zabawkę. Poza tym zawsze ktoś jest chociaż odrobinę silniejszy lub słabszy. Może zależeć to choćby od tego, jak się dziś czujesz. Gdy bawicie się z Piotrkiem w przepychanie lub ciągniecie, to siła ma znaczenie. A gdy jest jej za dużo zawsze może komuś stać się krzywda. Jak dziś Heniowi. Siły najlepiej używać do pomocy komuś.
Gacuś popatrzył na ciocię i uśmiechnął się szeroko.
-Już wiem! Przeproszę Henia i już nie będę bawił się w autostradę. Skoro jestem taki silny, to zostanę supermanem!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz