Dzień Ziemi. Ważny dzień w każdym przedszkolu. A temat ważny zarówno dla małych, jak i trochę starszych. Z tej okazji również opowiadanie, które świetnie sprawdzi się w tygodniu ekologicznym.
"Tropiciele"
aut. A.S vel Aria
Ekoludek Tonio obudził się bardzo
wcześnie, zaraz po tym, jak przez zielone firanki w jego pokoju przebiły
się pierwsze promienie słońca. Wyskoczył z łóżeczka i pobiegł do łazienki.
Był bardzo podekscytowany, bo umówił się z kolegom Chyckiem, że pójdą dziś
popływać. W łazience Tonio umył swoją zieloną buzię wodą z kropli rosy,
wyszczotkował brązowe kędziorki i wyszorował ząbki. Na śniadanie zjadł miseczkę
płatków zbożowych z jagodami. Później złapał plecak z kąpielówkami,
ręcznikiem i drugim śniadaniem, z wieszaka porwał swoją żołędziową
czapeczkę i wybiegł z domu na spotkanie z Chyckiem.
Już z daleka dostrzegł swojego
kolegę, czekającego przy kępie wrzosu. Chycek, jak każdy Ekoludek miał zielone
policzki. Natomiast jego nastroszone włosy było koloru rudej wiewiórczej kity.
Tak jak wiewiórka doskonale wspinał się też po drzewach.
-Tonio pośpiesz
się! – zawołał Chycek. – już nie mogę doczekać się kąpieli!
Tonio podbiegł do kolegi i żwawym
krokiem ruszyli w stronę rzeki.
Potok przepływający przez EkoDolinkę był
cudowny. Niezbyt warki, ale tak czysty, że patrząc z brzegu można było
dostrzec dno i pływające po nim ryby. Sama woda była nie tylko przepyszna, ale
również przyjemnie chłodna. Idealna w gorący, letni dzień, jaki właśnie się
rozpoczynał.
Gdy Ekoludki dotarły nad rzekę
zastały tam dwie swoje koleżanki – Trusię, o twarzy w kształcie truskawki i
małą Szyszkę, której brązowe włosy zaplecione były w gruby warkocz. Dziewczynki
stały na brzegu rzeki w kostiumach kąpielowych i uważnie przyglądały się czemuś
w wodzie.
-Znalazłyście jakiś skarb? –
zawołał żywo Chycek i podbiegł do koleżanek. Tonio był tuż za nim równie
zaciekawiony, co kolega.
-Nie sądzicie, że woda jest jakaś
dziwna? – zapytała Trusia.
Tonio przyjrzał się rzece. Woda
niby dalej była niebieska, ale jakaś taka mętna. Jakby na dnie wił się dym. Do
tego, jakieś dziwne lśniące plamy przelewały się po powierzchni. Tonio podszedł
do samego brzegu, pochylił głowę i powąchał wodę. Aż skrzywił nos, gdy dotarł
do niego dziwny, słodkawy zapach. Tuż obok niego na kolana opadła Szyszka i również
zaczęła wąchać.
-Pachnie trochę, jak płyn do
piekarnika, którego używa mama! – zapiszczała dziewczynka. – nie lubi tego
robić, ale mówi, że w piekarniku robią się czasem takie plamy, które trzeba
potraktować chemią!
-Co to jest chemia? – zapytał Chycek
drapiąc się po głowie.
Szyszka wzruszyła ramionami.
-Nie wiem, ale to nie jest
naturalne, bo mama nie pozwala nam tego dotykać.
Tonio, aż zapatrzył się na Szyszkę.
Nie jest naturalne? Zawsze myślał, że w EkoDolinie wszystko jest naturalne i
zdrowe.
-Sprawdźmy skąd to przypłynęło! –
zarządziła Trusia i wszyscy czworo ruszyli w górę rzeki.
Po kilkunastu minutach
woda obok nich nadal była mętna. Nagle drogę zagrodził im, stojący tuż przy
brzegu, czerwony budynek. „Myjnia dla motylolotów! Odnowimy twoje kolory!” –
głosił napis. Dzieci chcąc iść dalej wzdłuż potoku obeszły myjnię dookoła. Już
miały iść dalej, gdy zobaczyły, że po tej stronie budynku woda jest czysta i
przejrzysta, jak zawsze. Patrzyli przez chwilę zaskoczeni na rzekę, gdy Chycek
nagle wspiął się na drzewo i wyjrzał za myjnię.
-Tam! Tam jest! Widzę to!
-Ale co widzisz Chycku? – zapytał
Tonio.
-Tam jest taki wielki zbiornik! A w
nim dziura, to stamtąd ucieka brudna woda!
-Musimy powiedzieć ekoludkom w
myjni! – zawołał Tonio i ruszył w stronę budynku.
Drzwi do myjni były otwarte, bo
ktoś właśnie wyprowadzał swój motylolot o pięknych, kolorowych i czystych
skrzydłach. Dzieci wbiegły więc do budynku i rozejrzały za kimś dorosłym, kto
mógłby im pomóc. W środku stało kilka motylolotów. Nic dziwnego. W końcu to najważniejsze
pojazdy w EkoDolinie. Tonio pierwszy dostrzegł wąsatego Ekoludka w brązowym
kombinezonie, który wydawał polecenia innym Ekoludkom w niebieskich
kombinezonach. Podszedł do niego i musiał złapać go za nogawkę spodni, żeby ten
w końcu zwrócił na niego uwagę.
-Przepraszam pana bardzo, ale ma
pan dziurę i nie możemy się przez to kąpać w rzece. – powiedział Tonio.
-Jaką dziurę? O czym ty mówisz
chłopcze?
-Dziurę, tam z tyły! Niech pan
zobaczy! – i Tonio razem z dziećmi zaciągnęli wąsatego pana za budynek
pokazując mu dziurę.
-Zanieczyszczenie! Mamy
zanieczyszczenie! Uwaga alarm! Mamy zanieczyszczenie! – wołał wąsaty pan
wbiegając z powrotem do myjni. Wszystkie Ekoludki poderwały się przestraszone.
W końcu zanieczyszczenie wody, to nie byle co! Brudna woda, nie tylko źle
wygląda i brzydko pachnie. Może też zatruć rośliny, zwierzęta i wszystkie Ekoludki!
Choć środki chemiczne czasem się przydają, to na pewno nie powinny być w
wodzie. Dziurę więc jak najszybciej załatano, a mali tropiciele w nagrodę za
zlokalizowanie zagrożenia dostali po wielkiej porcji poziomkowych lodów. Tak
pysznych, bo ekologicznych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz