Na pierwszy ogień mamy tekst, który posłużył do teatrzyku stolikowego. Temat znany każdemu, kto podawał obiad jakiemuś małemu (niekoniecznie) niejadkowi. Strach przed próbowaniem nowych potraw i smaków jest całkowicie naturalny u dzieci. Dlatego dorośli wyszukują rozmaite sposoby, które skłonią maluchy do jedzenia. I w ten sposób na naszym białym stoliczku wylądowały pacynki, a w ręku cioci tekst o pewnym Jasiu, który NA PEWNO nie lubił kilku rzeczy. Z pozdrowieniami dla wszystkich niejadków, zarówno tych małych, jak i całkiem dorosłych ;)
„Na pewno nie
lubię”
Aut. A.S vel Aria
Jaś
wszedł do przedszkola z bardzo nieprzyjemną miną. Był zły na mamę, bo na
śniadaniu skończyły się jego ulubione, czekoladowe płatki. Zostały tylko kukurydziane.
A przecież on na pewno nie lubi kukurydzy. Przez to wszystko nie zjadł nic i
teraz nie mógł doczekać się śniadania. Jego brzuszek wydawał dziwne mruczące
pomruki, jakby w środku siedziało głodne zwierzątko. Jaś szybko umył rączki i
przy stoliku usiadł jako pierwszy.
-Dziś
na śniadanie mamy pyszną, waniliową kaszę mannę. – oznajmiła ciocia rozkładając
miseczki.
-Feee
nie lubię wanilii. – stwierdził Jaś.
-A
próbowałeś kiedyś waniliowej kaszy manny?
-Nie,
ale na pewno jej nie lubię!
Jaś
na śniadanie wypił tylko kubek kakao. Na zajęcia i zabawę zużył tyle energii,
że bardzo głodny nie mógł doczekać się obiadu. Wszystko przypominało mu o
jedzeniu… plastikowe warzywa, banany na koszulce Karola, a nawet samochód w
kolorze truskawek! I tym razem Jaś był pierwszą osobą, która usiadła na
krzesełku gotowa do posiłku. Nie ucieszył się jednak na widok zupy, którą
ciocia postawiła przed nim na stoliku. W miseczce znajdował się barszcz
czerwony z ziemiankami i kawałkami słodkiego buraczka.
-Nie
lubię buraków. – oznajmił chłopiec marszcząc nos, jakby coś brzydko pachniało.
-Jasiu,
ale to jest buraczkowa zupa, może ona akurat ci zaskakuje.
-Nie
lubię żadnych buraków. – i Jasio odsunął od siebie talerz.
Na
drugie danie, ku radości Jasia był kotlet, który bardzo szybko zniknął w jego
brzuszku. Aż zamruczał zadowolony. Chłopiec zjadł jeszcze kilka widelców
ziemniaków i stwierdził:
-Już
nie chcę jeść.
-A
marchewka? – zapytała ciocia. – to, między innymi, dzięki niej mali chłopcy
wyrastają na dużych i zdrowych mężczyzn.
-Nie
lubię marchewki.
-Chociaż
spróbuj Jasiu. To jest marchewka gotowana z masełkiem, jest dużo słodsza niż
surowa. Może okaże się pyszna?
-Nie.
– Jasio po raz kolejny tego dnia odsunął od siebie talerz. – nie lubię żadnej
marchewki.
Najedzony
Jasio rozpoczął zabawę z Michałem budują superdługi i superszybki tor wyścigowy. Mimo to dziwnie
szybko w jego brzuszku odezwało się głodne zwierzątko i zamruczało przeciągle.
Jaś trochę się zdziwił, w końcu zjadł kotlet… Trzeba było jednak poczekać do
podwieczorku. Chłopiec pomasował brzuszek i próbował skupić się na swojej
wyścigówce, choć ta kolorem znów przypominała mu o truskawkach.
Podczas
podwieczorku przedszkolaki świętowały urodziny Marcelinki. Ciocie pięknie
nakryły stół, ułożyły niebieskie talerzyki, kubeczki i serwetki. Pod sufitem
zwisło mnóstwo balonów. Na biurku leżał przyszykowany prezent owinięty złotym
papierem oraz laurka. Środek stołu zajmowały smakołyki przyniesione przez
Marcelinkę. Po głośnym sto lat oraz wręczeniu prezentu – pięknej książki z
bajkami – dzieci rozpoczęły ucztę. Najpierw były śliczne rumiane babeczki z
kremem. Wszystkim aż ślinka ciekła na ich widok. Gdy ciocia miała już nakładać
jedną z nich Jasiowi przystanęła nagle i powiedziała:
-Jasiu,
to babeczki marchewkowe, a ty nie lubisz przecież żadnej marchewki. Zjesz coś
innego.
Chłopcu
zrzedła mina, widząc, jak inne dzieci zajadają, ze smakiem swoje babeczki. Ale
wiedział, że to nie koniec. Kolejną rzeczą do spróbowania były waniliowe
wafelki.
-Nie,
nie, nie Jasiu. Ty przecież nie lubisz żadnej wanilii. Nie chcę dawać ci czegoś
czego na pewno nie lubisz.
-Ale…
- zaczął cicho chłopiec, tylko nie wiedział, jak skończyć. Popatrzył tęsknie na
wafelki, które ciocia podawała już następnym dzieciom.
Kolejny
smakołyk wywołał u dzieci zaskoczenie. Były to chipsy… ale chipsy buraczkowe.
Wokół słychać było radosne chrupanie, gdy wszyscy zajadali się ze smakiem
chrupkami z buraczka. Dzieci pokazywały sobie nawzajem zabarwione na
czerwono języki i śmiały się głośno. Tylko nie Jasio. Bo przecież Jaś nie lubi
żadnych buraczków.
Na
koniec dzieciaki jadły jabłka i banany. Jaś niemrawo chrupał jabłko i myślał o
tym ile pyszności go ominęło. Może wanilia, marchewka i buraczki nie są jednak
takie straszne? Jaś postanowił sobie, że od dziś nic pysznego nie przejdzie mu
już koło nosa. I nawet wiedział, jak tego dokonać. Wystarczy próbować
wszystkich nowych potraw. Wtedy na pewno nie
ominie go żaden smakołyk.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz