wtorek, 3 kwietnia 2018

Na pewno nie lubię

Na pierwszy ogień mamy tekst, który posłużył do teatrzyku stolikowego. Temat znany każdemu, kto podawał obiad jakiemuś małemu (niekoniecznie) niejadkowi. Strach przed próbowaniem nowych potraw i smaków jest całkowicie naturalny u dzieci. Dlatego dorośli wyszukują rozmaite sposoby, które skłonią maluchy do jedzenia. I w ten sposób na naszym białym stoliczku wylądowały pacynki, a w ręku cioci tekst o pewnym Jasiu, który NA PEWNO nie lubił kilku rzeczy. Z pozdrowieniami dla wszystkich niejadków, zarówno tych małych, jak i całkiem dorosłych ;)


„Na pewno nie lubię”
Aut. A.S vel Aria

Jaś wszedł do przedszkola z bardzo nieprzyjemną miną. Był zły na mamę, bo na śniadaniu skończyły się jego ulubione, czekoladowe płatki. Zostały tylko kukurydziane. A przecież on na pewno nie lubi kukurydzy. Przez to wszystko nie zjadł nic i teraz nie mógł doczekać się śniadania. Jego brzuszek wydawał dziwne mruczące pomruki, jakby w środku siedziało głodne zwierzątko. Jaś szybko umył rączki i przy stoliku usiadł jako pierwszy.
-Dziś na śniadanie mamy pyszną, waniliową kaszę mannę. – oznajmiła ciocia rozkładając miseczki.
-Feee nie lubię wanilii. – stwierdził Jaś.
-A próbowałeś kiedyś waniliowej kaszy manny?
-Nie, ale na pewno jej nie lubię!

Jaś na śniadanie wypił tylko kubek kakao. Na zajęcia i zabawę zużył tyle energii, że bardzo głodny nie mógł doczekać się obiadu. Wszystko przypominało mu o jedzeniu… plastikowe warzywa, banany na koszulce Karola, a nawet samochód w kolorze truskawek! I tym razem Jaś był pierwszą osobą, która usiadła na krzesełku gotowa do posiłku. Nie ucieszył się jednak na widok zupy, którą ciocia postawiła przed nim na stoliku. W miseczce znajdował się barszcz czerwony z ziemiankami i kawałkami słodkiego buraczka.
-Nie lubię buraków. – oznajmił chłopiec marszcząc nos, jakby coś brzydko pachniało.
-Jasiu, ale to jest buraczkowa zupa, może ona akurat ci zaskakuje.
-Nie lubię żadnych buraków. – i Jasio odsunął od siebie talerz.
Na drugie danie, ku radości Jasia był kotlet, który bardzo szybko zniknął w jego brzuszku. Aż zamruczał zadowolony. Chłopiec zjadł jeszcze kilka widelców ziemniaków i stwierdził:
-Już nie chcę jeść.
-A marchewka? – zapytała ciocia. – to, między innymi, dzięki niej mali chłopcy wyrastają na dużych i zdrowych mężczyzn.
-Nie lubię marchewki.
-Chociaż spróbuj Jasiu. To jest marchewka gotowana z masełkiem, jest dużo słodsza niż surowa. Może okaże się pyszna?
-Nie. – Jasio po raz kolejny tego dnia odsunął od siebie talerz. – nie lubię żadnej marchewki.

Najedzony Jasio rozpoczął zabawę z Michałem budują superdługi  i superszybki tor wyścigowy. Mimo to dziwnie szybko w jego brzuszku odezwało się głodne zwierzątko i zamruczało przeciągle. Jaś trochę się zdziwił, w końcu zjadł kotlet… Trzeba było jednak poczekać do podwieczorku. Chłopiec pomasował brzuszek i próbował skupić się na swojej wyścigówce, choć ta kolorem znów przypominała mu o truskawkach.

Podczas podwieczorku przedszkolaki świętowały urodziny Marcelinki. Ciocie pięknie nakryły stół, ułożyły niebieskie talerzyki, kubeczki i serwetki. Pod sufitem zwisło mnóstwo balonów. Na biurku leżał przyszykowany prezent owinięty złotym papierem oraz laurka. Środek stołu zajmowały smakołyki przyniesione przez Marcelinkę. Po głośnym sto lat oraz wręczeniu prezentu – pięknej książki z bajkami – dzieci rozpoczęły ucztę. Najpierw były śliczne rumiane babeczki z kremem. Wszystkim aż ślinka ciekła na ich widok. Gdy ciocia miała już nakładać jedną z nich Jasiowi przystanęła nagle i powiedziała:
-Jasiu, to babeczki marchewkowe, a ty nie lubisz przecież żadnej marchewki. Zjesz coś innego.
Chłopcu zrzedła mina, widząc, jak inne dzieci zajadają, ze smakiem swoje babeczki. Ale wiedział, że to nie koniec. Kolejną rzeczą do spróbowania były waniliowe wafelki.
-Nie, nie, nie Jasiu. Ty przecież nie lubisz żadnej wanilii. Nie chcę dawać ci czegoś czego na pewno nie lubisz.
-Ale… - zaczął cicho chłopiec, tylko nie wiedział, jak skończyć. Popatrzył tęsknie na wafelki, które ciocia podawała już następnym dzieciom.

Kolejny smakołyk wywołał u dzieci zaskoczenie. Były to chipsy… ale chipsy buraczkowe. Wokół słychać było radosne chrupanie, gdy wszyscy zajadali się ze smakiem chrupkami z buraczka. Dzieci pokazywały sobie nawzajem zabarwione na czerwono języki i śmiały się głośno. Tylko nie Jasio. Bo przecież Jaś nie lubi żadnych buraczków.

Na koniec dzieciaki jadły jabłka i banany. Jaś niemrawo chrupał jabłko i myślał o tym ile pyszności go ominęło. Może wanilia, marchewka i buraczki nie są jednak takie straszne? Jaś postanowił sobie, że od dziś nic pysznego nie przejdzie mu już koło nosa. I nawet wiedział, jak tego dokonać. Wystarczy próbować wszystkich nowych potraw. Wtedy na pewno nie  ominie go żaden smakołyk.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz